Single Blog

Ryzyko, którego nie widać w raportach

Dlaczego największe zagrożenia operacyjne rzadko trafiają na stół zarządu?


W raportach zarządczych ryzyko zwykle ma swoje stałe kategorie:
rynek, regulacje, konkurencja, finanse, kadry.


A jednak w praktyce najwięcej krytycznych problemów operacyjnych nie wynika z żadnej z nich.


Wynika z czegoś znacznie mniej uchwytnego —
z nieformalnych procesów, które nigdy nie zostały zaprojektowane jako system. Ryzyko bez właściciela.
W wielu organizacjach kluczowe procesy: istnieją „od zawsze”, są wykonywane poprawnie, nigdy nie zostały formalnie nazwane.
Działają, dopóki wolumen jest przewidywalny, ludzie są dostępni i nic „niestandardowego” się nie wydarza.


Problem polega na tym, że to ryzyko nie ma właściciela.
Nie jest przypisane do działu.
Nie ma KPI.
Nie pojawia się w cyklicznych raportach.
A mimo to potrafi zatrzymać firmę szybciej niż zmiana regulacji.

Gdzie naprawdę kryją się punkty krytyczne?

Z perspektywy zarządu najniebezpieczniejsze są procesy, które:

  • opierają się na pamięci i doświadczeniu konkretnych osób
  • przechodzą przez kilka systemów bez spójnej logiki
  • są „ręcznie korygowane”, gdy coś pójdzie nie tak


To nie są procesy spektakularne; to są procesy niewidzialne.
Między:

  • e-mailem a decyzją
  • formularzem a systemem
  • wyjątkiem a eskalacją


To właśnie tam ginie czas, powstają błędy i kumuluje się ryzyko operacyjnetworzy się iluzja kontroli. Jednym z największych paradoksów zarządzania jest to, że im więcej ręcznej kontroli, tym mniejsza przewidywalność organizacji.


Ręczna kontrola:

  • spowalnia reakcję
  • uzależnia firmę od dostępności ludzi
  • tworzy wąskie gardła decyzyjne


Zarząd ma wtedy poczucie wpływu, ale traci realną skalowalność i odporność. Dojrzałe organizacje nie kontrolują wszystkiego. One projektują reguły, automatyzują ich egzekucję i nadzorują tylko wyjątki.
Dlaczego to nie trafia na stół zarządu? Ponieważ:
– „zawsze jakoś działało”
– nie ma jednego momentu krytycznego
– ryzyko narasta stopniowo aż do chwili, gdy: znika kluczowa osoba, wolumen nagle rośnie, pojawia się presja czasu lub regulatora.
Wtedy okazuje się, że firma nie ma procesu — ma improwizację. Perspektywa board-level: odporność zamiast optymalizacji. Na poziomie rady nadzorczej pytanie nie powinno brzmieć: „czy ten proces jest efektywny?”


Prawdziwe pytania brzmią:


Czy proces działa tak samo bez konkretnej osoby?
Czy skaluje się bez proporcjonalnego wzrostu kosztów?
Czy decyzje są powtarzalne i przewidywalne?


To są pytania o odporność modelu operacyjnego, nie o technologię.


Co robią organizacje dojrzałe procesowo?
Z doświadczeń projektowych realizowanych przez PROA Technology wynika jeden wspólny mianownik firm, które realnie ograniczają ryzyko operacyjne:
Przenoszą wiedzę z głów ludzi do systemów.
Zamieniają „ustalenia” w reguły.
Eliminują ręczne decyzje tam, gdzie nie są potrzebne.
Traktują proces jako aktywo, nie koszt.
Nie zaczynają od narzędzi – zaczynają od nazwania ryzyka, które do tej pory było niewidoczne.


Jedno pytanie na koniec.

Jeśli jutro 20–30% zespołu będzie niedostępne, wolumen wzrośnie istotnie, czas reakcji stanie się krytyczny – które procesy w organizacji zadziałają bez improwizacji?
To pytanie bardzo szybko pokazuje, czy firma jest zarządzana systemowo, czy tylko dobrze radzi sobie w sprzyjających warunkach.